Mansplaining po polsku

To  wpis o trudności w przełożeniu na język polski robiącego furorę pojęcia mansplaining (ang. man – mężczyzna + explain – tłumaczyć).

Co to jest “mansplaining”? Mansplaining jest wtedy, kiedy mężczyzna z miną mędrca stwierdza “widzisz, to jest tak…” po czym wygłasza największy banał świata. A ty siedzisz i słuchasz z miną uczennicy, bo nauczono cię, że niegrzecznie jest przerywać, a tym bardziej wstawać i odchodzić kiedy ktoś do ciebie mówi.

Pojęcie “mansplainingu” pojawiło się w kontekście popularnej książki Rebecki Solnit “Mężczyźni tłumaczą mi świat”. Odnosi się do sytuacji, w której mężczyzna, na ogół nieproszony, uznaje za stosowne “wytłumaczyć” coś kobiecie – często coś o czym ona ma większą lub taką samą  wiedzę jak on, coś co, wiedzą wszyscy lub coś, co nikogo poza mówiącym nie interesuje – na przykład jego własne teorie i koncepcje.

Przykładowo, kiedyś kolega przez kilkanaście minut objaśniał mi metodę, której sama też używam w moich badaniach, jakby odkrywał przede mną Amerykę (co więcej używając imperatiwów “kiedy badasz X, musisz pamiętać, żeby…”). Innym razem Polak, któremu pomogłam w Wielkiej Brytanii, wskazując mu drogę do urzędu dla bezrobotnych (Job Centre+), uznał za stosowne odwdzięczyć się wykładem na temat Anglii i Anglików (nie prosiłam o to i nic co powiedział nie było w najmniejszym stopniu ciekawe ani przydatne).

Jak wiele kobiet doświadczałam regularnie takich irytujących, lub po prostu nudnych wywodów, ale nie miałam słowa, żeby określić to, co ma miejsce. I tu z odsieczą przybył “mansplaining”. Wbrew pozorom, nadanie nazwy zjawisku zmienia bardzo wiele, bo pozwala wyłapać sytuacje, które dotąd po prostu były niezręcznymi, nieprzyjemnymi epizodami i ocenić je w szerszym kontekście – jako przejaw kultury paternalistycznej i seksistowskiej. Jako zagłuszanie kobiet i budowanie pozycji mężczyzn jako uniwersalnych nauczycieli, objaśniających kobietom świat.

Pojęcie “mansplainingu” jest też bronią w walce o pozycję kobiet w dyskusji. Wiele kobiet, zamiast mówić “nie przerywaj mi’, “nie tłumacz mi czegoś, co już wiem” odpowiada teraz żartobliwie “thanks for mansplaining!” (tu filmik). I takiego właśnie wyrażenia brakowało mi po polsku. Długo zastanawiałam się, jak można przetłumaczyć “mansplaining” na polski.

Z tym samym zadaniem zmagała się Anna Dzierzgowska, tłumaczka książki Sonit. Zdecydowała się na “panjaśnianie” (pan + objaśniać), Agnieszka Graff zaproponowała “męsplikację” (tu wywiad z Dzierzgowską na temat książki i przekładu). Po publikacji tego wpisu koleżanka podesłała mi jeszcze wersję “tłumaczyzm”, fajnie zwracającą uwagę na “maczyzm” tej praktyki.  “Męsplikacja” podobała mi się bardziej, bo po prostu brzmi lepiej (“panjaśnianie” i “tłumaczyzm” fajne ale bardziej jako gry słowne niż wyrazy, których bym rzeczywiście użyła). Ale najlepsze, moim zdaniem, rozwiązanie zaproponował, ot tak po prostu, Najlepszy z Tłumaczy: “onjaśnianie” (podobna propozycja padła kiedyś na którymś forum).

“Onjaśnanie” podoba mi się, bo brzmi niemal identycznie jak “objaśnianie”, co pozwala zwracać uwagę na seksizm zawarty w praktykach mansplainingu w sposób dyskretny, subwersywny: “dzięki, że mi to onjaśniłeś”. Jeżeli onjaśniający ma krztynę wrażliwości (i w ogóle zwraca uwagę na to, co do niego mówimy) może zastanowi się, czy rzeczywiście przemawiał do nas z góry, w sposób protekcjonalny. Czy mówił po to, żeby słuchać z lubością siebie samego, czy żeby udzielić nam jakiejś potrzebnej/ pożądaniej informacji. I może przy następnej okazji wykaże się większym wyczuciem (np. dając rozmówczyni więcej przestrzeni i czasu w dyskusji, czekając na sygnały zwrotne, sprawdzając, czy ten temat ją interesuje, przykładowo pytając “może chcesz, żebym ci więcej o tym powiedział?”).

Nie łudzę się jednak, że do wszystkich dotrze koncepcja, że w przerywaniu kobiecie, zagadywaniu, uciszaniu i pouczaniu jej jest coś złego. Pod wywiadem z Dzierzgowską, linkowanym wcześniej, jest oczywiście wiele komentarzy onjaśniających, że pojęcie “mansplainingu” służy po prostu do uciszania, a więc dyskryminacji mężczyzn! To tylko cześć prawdy: służy ono do uciszania tych mężczyzn, których wcale nie prosiłyśmy o wykład i tych, którzy opowiadają o rzeczach, o których nie mają większego niż my pojęcia. Poniżej bardzo użyteczny graf pozwalający zdeterminować kiedy mamy do czynienia z “onjaśnianiem”.

Zamierzam napisać też o innym popularnym pojęciu, które zatacza szerokie kręgi w kręgach progresywnych – o “manelach” (ang. manel = man-męzczyzna  + panel-panel dyskusyjny).

Polecam poniższy filmik, z wieloma klasycznymi przykładami mansplainingu, w tym nonszalanckie uwagi w stosunku do Hilary Clinton – trzeba mieć tupet!

It's time to stop talking over women.Like ATTN: on Facebook.

Opublikowany przez ATTN: Poniedziałek, 9 maja 2016

One Reply to “Mansplaining po polsku”

Leave a Reply