Wpływ społeczny, trzecie kryterium ewaluacji, impact: czym jest i gdzie szukać informacji?

Ewaluacja działalności naukowej w 2022

W związku z pandemią, na mocy tarczy antykryzysowej 2.0 (Dz.Ust 2020, poz. 695) najbliższa polska ewaluacja działalności naukowej została przesunięta o rok. Obejmie lata 2017–2021 i rozpocznie się w dniu 1 stycznia 2022 r (zamiast 1.01.2021). To przesunięcie daje dodatkowy rok na przygotowanie się do zmian w ewaluacji jednostek naukowych, które wprowadziła Ustawa 2.0 (szczegóły w Dz. U. 2019, poz. 392).

Wprowadzenie kryterium “wpływu społecznego” jest jedną z największych zmian w polskim systemie ewaluacji nauki. Jak na element o wadze aż 20%, zaskakująco mało się o nim słyszy…

Przygotowanie się do ewaluacji tego nowego elementu oceny będzie dużym wyzwaniem dla ocenianych jednostek naukowych oraz naukowców. Lecz, jak głosi korpo-wiedza, każdy challenge to też opportunity. Ewaluacja aspektu działalności akademików, który dotąd nie był kompleksowo oceniany, to szansa na wykazanie się dotychczasowym wpływem badań na społeczeństwo, na poprawę w tym zakresie, a także na… “przetasowanie” w rankingach.

Światowe trendy sugerują, że element “wpływu społecznego” na stałe zagości w systemach ewaluacji naukowej, więc warto dowiedzieć się, co kryje się pod tym pojęciem, a nawet z nim zaprzyjaźnić!

Impact evaluation mon amour

Problemem ewaluacji wpływu społecznego interesuję się najprawdopodobniej najdłużej w Polsce 🙂

Od 2014 r. pracowałam nad doktoratem dotyczącym ewaluacji czynnika “impact” (którego odpowiednikiem jest właśnie “wpływ społeczny”) w brytyjskim systemie Research Excellence Framework (REF). Doktorat obroniłam na University of Warwick w 2018 r. W tym samym roku wprowadzono w Polsce Ustawę 2.0, która przewiduje ewaluację czynnika impact explicite modelowaną na brytyjskim REF.

Moje wystąpienie o ewaluacji czynnika impact w EHESS Ecole des Hautes Etudes en Sciences Sociales w Paryżu. Czerwiec 2018.

Jak łatwo się domyślić, śledzę z wielką ciekawością jak “wpływ społeczny” zadomawia się na polskim gruncie. W kontekście wprowadzenia nowego elementu w ewaluacji jednostek naukowych w Polsce można zadać wiele fascynujących pytań. Nie będzie jednak na nie miejsca w tym wpisie 🙂 Tu skupię się bowiem głównie na pytaniu:

Czym jest wpływ społeczny?

Mówiąc krótko, wpływ społeczny to wpływ badań na świat zewnętrzny, poza akademią.

A więc wpływ społeczny to ta słynna (niesławna?) “współpraca nauki z biznesem”? Nie! To coś znacznie więcej! Pojęcie wpływu społecznego oznacza, zgodnie z rozporządzeniem:

związ[ek] między wynikami badań naukowych lub prac rozwojowych albo działalności naukowej w zakresie twórczości artystycznej a gospodarką, funkcjonowaniem administracji publicznej, ochroną zdrowia, kulturą i sztuką, ochroną środowiska naturalnego, bezpieczeństwem i obronnością państwa lub innymi czynnikami wpływającymi na rozwój cywilizacyjny społeczeństwa,

A więc wpływ społeczny to po prostu rozpowszechnianie wyników badań, popularyzacja? Nie! Znowu, to znacznie więcej! Nie wystarczy bowiem wykazać się np. wystąpieniami w radiu, artykułami popularnonaukowymi, czy odczytami w muzeach i bibliotekach. Należałoby jeszcze wykazać, jak te działania wywarły realny wpływ na gospodarkę, funkcjonowanie administracji publicznej etc. Jak to udowodnić? To właśnie jedno z owych fascynujących pytań, na które w tym wpisie nie odpowiem.

“Impact” niejedno ma imię

Kiedy mówiłam znajomym w Polsce, że mój doktorat dotyczy ewaluacji czynnika “impact”, na ogół uznawali, że zajmuję się bibliometrią i “impact factorami” czasopism, w których publikują szanujący się naukowcy i naukowczynie.

Łatwo zrozumieć nieporozumienie, bo pojęcie “impact” w obu przypadkach dotyczy obszaru ewaluacji nauki i stanowi próbę odpowiedzi na pytanie “jak szeroki zasięg mają dane badania?”. O ile jednak rozmaite “impact factory” (czasopism, publikacji) dają pojęcie o zasięgu badań w świecie akademickim (cytowania), o tyle “impact” w znaczeniu “wpływu społecznego” dotyczy właśnie wpływu poza światem akademickim. A więc: jak dane badania zmieniły świat? Jak wpłynęły na systemy, działania, dyskurs, przekonania etc?

Kolejna różnica między “impactem” w znaczeniu bibliometrycznym, a “impactem” w znaczeniu “wpływu społecznego” jest taka, że ten pierwszy ewaluuje się z zasady ilościowo, a ten drugi – jakościowo (w procesie peer-review lub expert-review).

Co ciekawe, obserwuję, że w anglosaskiej kulturze akademickiej pojęcie “impact” kojarzy się obecnie na pierwszym miejscu właśnie z “wpływem społecznym”, a nie wskaźnikami bibliometrycznymi.

Ewaluacja jednostek naukowych a REF

W stosunku do brytyjskiego REF, w Polsce inaczej ujęto relację między “wpływem społecznym”, a “wynikami finansowymi badań”. W Polsce przyjęto trzy kryteria oceny:

1. Poziom naukowy prowadzonej działalności
2. Efekty finansowe badań naukowych lub prac rozwojowych
3. Wpływ działalności naukowej na funkcjonowanie społeczeństwa i gospodarki

W Wielkiej Brytanii również mamy do czynienia z trzema kryteriami, lecz są to:

1.The quality of outputs (e.g. publications, performances, and exhibitions,
2.Their impact beyond academia
3.The environment that supports research. 

A więc dwa elementy – jakość badań i wpływ – są w obu systemach takie same, a jeden odmienny: środowisko badawcze (UK) vs. efekty finansowe (PL). To nie oznacza, że efekty finansowe nie są oceniane przez pragmatycznych Brytyjczyków – ten element jest jednak “rozdystrybuowany” miedzy kryteria 2 i 3, a stanowi jednego, całościowego kryterium ewaluacji. Warto też zwrócić uwagę na analogie między “wagami” poszczególnych elementów oceny w Wielkie Brytanii i Polsce.

Poniżej wagi kryteriów w polskiej ewaluacji.

Żródło: strona Konstytucjadlanauki.gov.pl

W brytyjskim REF 2014 obowiązywały poniższe wagi kryteriów :

Outputs sub-profile (65%)
Impact sub-profile (20%)
Environment sub-profile (15%)

W nadchodzącym REF 2021 będą to zaś odpowiednio: 60%, 20%, 15%, a wiec waga czynnika impact jeszcze wzrosła, kosztem publikacji.

Podobieństwa i różnice w podejściu do ewaluacji czynnika impact w systemach brytyjskim i polskim (a także norweskim) to jeden z moich koników. Moim zdaniem wiele mówią one o tych systemach akademickich w ogóle. Wygłosiłam wykład na ten temat na konferencji poświęconej ewaluacji czynnika impact w Bilbao w 2019. Mogę udostępnić slajdy na życzenie – vide poniżej.

O rozmaitych aspektach ewaluacji wpływu społecznego mogłabym długo pisać, ale gatunki internetowe mają swoje prawa, a czas nie jest z gumy, więc zamiast tego polecę czytelni(cz)kom listę lektur. Do co ciekawszych wątków (“wpływ” a misja uniwersytetu!, “wpływ” a humanistyka! jak pisać “studia przypadku” wpływu? “wpływ” negatywny! “wpływ” polegający na zapobieganiu) postaram się wracać w kolejnych wpisach.

Gdzie szukać informacji o wpływie społecznym?

Moje publikacje 🙂

Po polsku:

Dwa artykuły opublikowane w piśmie “Nauka i Szkolnictwo Wyższe” nr 1(49) (2017)

Ewaluacja „wpływu społecznego” nauki. Przykład REF 2014 a kontekst polski – wprowadzenie do tematyki ewaluacji wpływu społecznego, omówienie systemu REF, perspektywy w kontekście polskim (tekst z 2017 roku, więc przed ogłoszeniem regulacji z Ustawy 2.0). Pochlebiam sobie, że ten tekst wprowadził przekład “impact” jako “wpływ społeczny”. Rozporządzenie mówi o “ocenie wpływu działalności naukowej na funkcjonowanie społeczeństwa i gospodarki”, ale to mało wpadające w ucho określenie (stąd przyjęło się

Ewaluacja „wpływu społecznego”? Nie naśladujcie Brytyjczyków! Wywiad z Davidem Sweeneyem, dyrektorem Higher Education Funding for England (HEFCE) do spraw Badań, Edukacji i Transferu Wiedzy – bardzo polecam ten wywiad, nie dlatego, że ja go przeprowadziłam, ale dlatego, że rozmówca, David Sweeney, jest jedną osób, które odegrały najważniejszą rolę w procesach tworzenia polityki dotyczącej ewaluacji czynnika “impact” na świecie. David Sweeney to wysoki urzędnik, który cechuje się zarazem szerokimi horyzontami, ideowością w podejściu do misji nauki, a jednocześnie bardzo twardo stąpa po ziemi. I znalazł czas, żeby udzielić wywiadu ówczesnej doktorantce!

Oraz:

Ewaluacja “wpływu działalności naukowej na funkcjonowanie społeczeństwa i gospodarki” – Uwagi do projektu rozporządzenia MNISW ws ewaluacji jakości działalności naukowej (Projekt z dnia 30 lipca 2018 r.).pdf – moje uwagi przesłane do MNISW w ramach konsultacji projektu USTAWY 2.0. Opisuję tu m.in. pewne kwestie, które wynikają z “przetłumaczenia” brytyjskiego systemu ewaluacji czynnika “impact” na polski grunt. To są uwagi do projektu, a nie ostatecznego rozporządzenia, ale zdaje się, że stosują się i do rozporządzenia.

Po angielsku:

The making of the “Impact Agenda”. A study in discourse and governmentality – mój doktorat, moje dziecko (w linku w wersji okrojonej do postaci “executive summary”)

“Impact evaluation in Norway and in the UK: A comparative study, based on REF 2014 and Humeval 2015-2017”, ENRESSH Working Papers, 2019, Centre for Higher Education Policy Studies University of Twente, Enschede, Vol. 1, 1-61, https://doi.org/10.3990/4.2666-0776.2019.01. – porównanie systemu brytyjskiego i norweskiego ewaluacji wpływu społecznego (norweskie ewaluacje mają przede wszystkim funkcję “informacyjną”, nie są związane z mechanizmem finansowania jednostek), a także porównanie cech stylistycznych norweskich i brytyjskich case studies. Artykuł zawiera też praktyczną check-listę, która może być przydatna przy redagowaniu studiów przypadku (str. 49-51 – żeby ściągnąć artykuł należy kliknąć link oznaczony ENRESSH i odblokować wyskakujące okienko).

“Rethinking research impact assessment: a multidimensional approach”, Fteval Journal for Research and Technology Policy Evaluation, 2019, vol 48, pp.159-175 10.22163/fteval.2019.385 – tekst dla wnikliwych dotyczący etycznych aspektów ewaluacji “wpływu społecznego”
Artykuł napisany wspólnie z Sergiem Manrique i Bradleyem Good. Plakat towarzyszący temu artykułowi zdobył 1 miejsce na konkursie na konferencji ‘Impact of Social Sciences and Humanities for a European Research Agenda – Valuation of SSH in mission-oriented research’ zorganizowanej w ramach Austriackiej Prezydencji UE

Plakat “Impact Case Study – A New Academic Genre & What it Says About Researchers”, prezentujący studium przypadku wpływu (impact case study) jako nowy typ akademickiego tekstu. http://dx.doi.org/10.6084/m9.figshare.4244132 
Plakat zaprezentowany na konferencji Impact Politics and International Studies Impact Conference, Warwick University, 22-23.11.16

Prezentacja ‘ The Polish “Impact Agenda?” “Impact” – new element of evaluation of scientific units ‘. Moja prezentacja z 2019 roku na uniwersytecie w Helsinkach (Islandczycy też szukają swojego modelu ewaluacji czynnika “impact”). Prezentacja omawia kontekst wprowadzenia ewaluacji wpływu społecznego w Polsce (problemy szkolnictwa wyższego i B+R, na które ewaluacja ma być odpowiedzią) i jej główne założenia 10.6084/m9.figshare.12611423

Prezentacja “ Developing Frameworks for Assessing Impact in Different Academic Cultures” towarzysząca wykładowi wygłoszonemu przeze mnie na konferencji AESIS Net (AESIS SPRING COURSE 2019 – Implementing a National Research Impact Strategy) w Bilbao w 2019. Udostępniam subskrybent(k)om na życzenie 🙂
Swoją drogą, warto śledzić działalność prężnej organizacji AESIS Net, która zajmuje się tworzeniem i dzieleniem się wiedzą w obszarze ewaluacji wpływu. Skala organizowanych przez nią wydarzeń świadczy o dużym fermencie i zapotrzebowaniu na wiedzę w tym obszarze.

Inne źródła:

ROZPORZĄDZENIE MINISTRA NAUKI I SZKOLNICTWA WYŻSZEGO) z dnia 22 lutego 2019 r w sprawie ewaluacji jakości działalności naukowej Dz. U. 2019, poz. 392, szczególnie § 23

Ewaluacja jakości działalności naukowej. Jak oceniani będą badacze i jednostki naukowe? – przystępne opracowanie zasad najbliższej ewaluacji jakości działalności naukowej na stronie “Konstytucji dla nauki”

Podręcznik dla ewaluowanych podmiotów i podręcznik dla ekspertów w polskim pilotażu oceny wpływu społecznego, aut. Przemysław Korytkowski i Emanuel Kulczycki – na stronie ekulczycki.pl (link bezpośredni)

Ogromne, nieprzebrane ilości danych i opracowań stworzonych w kontekście brytyjskiego REF. Strona bieżącej ewaluacji (planowana na 2021, zawieszona w związku z pandemią): https://www.ref.ac.uk .

Archiwum case studies (studiów przypadku wpływu społecznego) z pierwszej edycji REF 2014: https://impact.ref.ac.uk/casestudies/search1.aspx. Naprawdę warto zajrzeć do wyszukiwarki i przeczytać kilka case studies ze swojego obszaru. Często taka lektura “otwiera oczy niedowiarkom” i uzmysławia jaka jest funkcja takiego dokumentu oraz jak on wygląda. Czy da się sprawdzić, które studia przypadku były najwyżej ocenione? Niby nie, ale jest pewien trik, który pozwala sprawdzić jakie były najwyżej ocenione studia przypadku w REF 🙂 Z mojej perspektywy (np. porównując z norweskimi impact case studies, które też badałam) te brytyjskie z zasady są solidnie przygotowane i większość z nich można spokojnie brać za wzór.

Webinar „Wpływ społeczny – III kryterium w ewaluacji jakości działalności naukowej” dr Katarzyny Świerk, zorganizowanego przez Instytut Rozwoju Szkolnictwa Wyższego

Ogromne ilości informacji praktycznych przygotowanych przez Brytyjczyków w kontekście REF 2014 i 2021, a także opracowań naukowych dotyczących czynnika “wpływu społecznego”. Wystarczy wpisać do wyszukiwarki frazy “impact evaluation”, “REF” + np. dziedzina nauki, problem (np. płeć badaczy, typ uniwersytetu, finansowanie etc).

Lub zapytać mnie. Mam dużo informacji o “wpływie społecznym” i lubię się nimi dzielić 🙂

Academia.edu Premium: is it worth it?

Academia.edu is the social media platform for scientists, competitor of Research Gate. The website allows you to upload your papers and download papers shared by others. In order to do that you need to have an account which is free. But! Once you have an account, Academia.edu will send you (heaps of) emails inviting you to go Premium, in order to have access to extra features. 

I tried it out for a month and I made a video overview of the premium features.

If you prefer the written word, below is a rough account of what I say in the video.

Main features

The main features of Academia.edu Premium are: 1) access to mentions of your name, 2) the possibility of checking who saw your profile, 3) your own website, 4) extra analytics, 5) the option to set up alerts for new papers on a given tag.

The alerts can be monthly, weekly etc. – it is pretty easy and I don’t cover this in the video but I think this feature can be potentially useful.

Mentions

Many people are drawn to the Premium subscription by the (many!) emails which highlight ‘mentions’ of their name in research papers. In order to view these alleged references in full, you would have to go Premium. Now, for most people these emails will be instantly suspicious, as they usually feature papers in completely alien fields or they include mentions of researchers with just the same initials as you. But occasionally the news on mentions of your name is plausible and you may be tempted to check it out. 

Recently, I’ve had to review my citations. This was my main reason for trying out Academia.edu premium. I didn’t have high hopes though. And rightly so, because this feature is not very useful. It gives you a list of completely unrelated papers which cite people with the same last name as you. They are divided into “all mentions” and “high confidence” and the ones you yourself marked as “this is me”. You can scroll through these and pick out a few mentions of your own name but this will not be useful in any academic procedures (grant applications, job applications, yearly review etc.) as the listings also include reports and citations in and to non-peer review publications. For instance, I found a reference to a talk I gave and to my MA. There is a reason these are called “mentions” and not “citations” or “references”, you know!

Mentions vs. References

I find that Google Scholar is much better in picking up actual citations. If your aim is to review your citations, you are better off getting a (free) Google Scholar account, rather then Academia Premium. 

Academia’s “Mentions” will give you similar returns to Google Scholar but Google Scholar records edit out the noise (which is the main content of emails from Academia about mentions of your name). 

Readers

This feature allows you to see who viewed your profile and what they read, downloaded, when they did this etc. You can also see their latest downloads. Readers can be broken down into “all”, “highly engaged” and “in your network” and “in your field”. 

I imagine that the rationale for this feature is facilitating networking, but I actually found it very creepy! Of course, we all know that we leave a trace when we click on things online, but I wasn’t expecting that other users can display our data in this way. I can’t imagine using it as an opening line. “Hi, I see you’ve viewed my profile X times, do you want to chat?” I don’t think so. There is a feature which invites you to leave a note when you download a paper, which is available in the basic/free Academia.edu account. This is actually much more useful for this purpose and I feel a lot more polite. 

The use of knowing your readers?

Admittedly, seeing the range of your papers’ readers may give you an ego boost. But it will be just a tiny one as of course most people just scroll through the first pages (and that’s including professors – that’s one thing I learned from my analytics!). 

Still, it’s a weird feature. I don’t intend to use it and because of it I would actually be a bit suspicious of anyone who has academia.edu Premium! Are they the sort of people who like to lurk online? Do they take a secret satisfaction in seeing who saw their profile? Incidently, it is not marked who is a Premium user, so you never know… unless they have a profile website, which is another Academia feature. 

Still, I would be extremely careful when stalking your (intellectual) crush on Academia. If you can’t help yourself, maybe get a fake academia account for this. A fake-a-demia. I’m not gonna go there.

Your own page

With academia.edu premium it is an easy feat to put your own web page online. But the page is not super nice. The horrid formulaic headers! The row of dusty old books to represent “humanities” has got to be my favourite. You can’t modify the site (for instance adding a custom tab). Finally, If you have such a profile, then people will know that the owner is likely to be an academia.edu premium user (i.e. potential lurker). 

A website, formulaic, I wouldn’t like to have these as a placeholder, also because you are one of the people who like to see who visited their profile, which is creepy, and also not marked 

More analytics

Finally, being a Premium user gives you access to more statistics on your papers than the ones you have as a basic user. Check out the video for more details. 

Bottom line

I bought the Premium subscription for 149 PLN (22 Euro) when there was a 50% discount (I feel there often is). By mistake, I chose the “annual” subscription rather than monthly. I didn’t feel happy paying upfront for a service I wasn’t sure I would like. In fact, I didn’t find the Premium features very useful for myself and have issues especially with the “Readers” option. Still, I find it can be useful for specific purposes, like setting up alerts for papers on certain research topics or reviewing your citations. However, I find Google Scholar does a better job in both fields.

30 day money-back guarantee

There is a 30 day money-back offer on Academia Premium. I intend to use it (though the instructions for claiming it are discouraging!).

Edit! It was actually not at all difficult to file a refund request. Not a one-click process, but all you need is your credit card details and the date of the payment. Two days after sending my request I was contacted by an Academia.edu employee who informed me that my refund had been processed and enquired about my experience. So cheers, Academia!

“Trust, bitterness and pre-recorded videos”. Coronavirus & the future of higher ed

After the coronavirus crisis, many industries will have to change the way they operate, as people change their thinking about health, safety, travel & leisure and reassess their priorities.

What is in store for Higher Education?
Will this sector be “disrupted” as well?

Overview for “fast academics”:

The crisis has given new currency to grand questions of Higher Ed.
Online teaching infrastructure is finally used! 🙂
Access to online teaching is unequal! 🙁
Do we trust people to do a good job?
Beware of zoom bombs and video-lecture theft!
Mission of academics in post-truth era.
Will youtube lectures replace uni staff?
The coronavirus as a chance to reboot the academic system!

Grand questions of Higher Ed

The corona crisis is affecting Higher Ed differently in different countries. It brings out the strengths and weaknesses of the respective academic systems.

Because of the reliance on technology, there is a real risk that access to broadband and teaching platforms will make all the difference to students’ experience. So in many cases, it boils down to €$£. But there is a huge human factor as well. The coronavirus has given a new currency to the grand questions of Higher Ed sector: 

  • what do we want to teach? 
  • who will be able to study? 
  • who will own the knowledge? 
  • who will pay for education and who will be payed for it? 

Online teaching: different speeds

Online teaching is developing at different speeds at different institutions and countries, depending on the available resources.

Some institutions have long been using elements of online teaching, so the necessary infrastructure was just sitting and waiting. When the coronavirus hit, everything was about ready to shift online. Everything but not everybody. So, crash-courses were swiftly organized to update staff on the myriad available tools. Despite some initial anxiety, at many institutions the transition to an online learning environment was almost seamless. 

Where the technology is available, all forms of teaching are going ahead, from one-on-one tutorials through to conferences for hundreds of people!

Lectures, with the one-way communication between tutor and students are the easier format, despite some glitches due to video lag and lack of real-time verbal and non-verbal responses from participants. But teaching platforms can even enable seminars and workshops. For instance, some allow the tutor to allocate students randomly to groups and listen in during groupwork. At the end, students can carry out plenary presentations. Additionally, there are discussion boards, chats etc.

Even assessment was moved online, though with necessary adjustments (like forms of open book examination or projects instead of exams). The main platforms in use are: Zoom, Microsoft Teams, Google Meet, Blackboard Collaborate for online teaching and Media Hopper for editing recordings. 

One positive outcome of this unprecedented shift to online teaching is that everyone had to get acquainted with these tools. Before some people were slow to take on the technology, perhaps thinking they might get by without it.

Meanwhile in the provinces…

The picture I’ve painted above applies to the realities of (some) British universities, with their “student-oriented”, “managerially-led”, “cutting-edge” etc. culture. In sharp contrast to this is the situation at less well-to-do institutions around the world (and in the UK!) which are forced to rely on more basic resources.

Without the access to specialised conferencing platforms, some teachers resort to posting their lectures on youtube and some can only upload files (like book chapters or power points) to online depositories. This makes for a much more passive learning experience.

In theory, students can contact tutors via email, but many just don’t. And in some cases, it’s the tutors who evade contact.

Before rushing to denounce the laziness of those who don’t engage in online learning and teaching, we should take a look at the resources they have at their disposal. Do teachers have the necessary equipment to deliver the kind of teaching which is expected of them? Can students easily access these resources?

Some universities have told academics who don’t have a good internet connection to use the campus wifi while working from their cars! That is assuming they have cars and quality laptops! Some students don’t have access to a computer or have to share it with a sibling or a working parent (or a child, in the case of mature students). In some areas the internet is too slow to follow an online session. So it’s back and sending coursework back and forth via email… (if the teachers and students are willing). 

It’s all about trust

Online teaching requires a relationship of trust.

The tutor needs to trust their students to listen to the lecture (rather than turn it on and leave the room), to do their coursework, to not take advantage of the situation to justify missing deadlines etc. Similarly, management needs to trust academics to deliver quality teaching. And not all managers have been willing to give up their favourite hobby of micro-managing employees. I heard of one dean who holds daily one-hour-long skypes with faculty so everyone can brief him about what they have been up to. “Er…besides reporting to you?”.

How we deal with issues of trust in online teaching sheds light on the underlying relationship between members of an academic community. Do we see students and tutors as collaborators in the common quest for knowledge? Do we see managerial staff as facilitating this process? Or on the contrary, do we expect people to take advantage and cheat?

Who owns the knowledge (pst… it’s Google!) 

Many of the platforms which are in use for online teaching are free, in theory offering access to all. This is of course an illusion. A free license usually imposes limitations as to the number of users, time of use and available features. As we know, “if something is free then you are the product”. So there is a question of tracking traffic and data use. And then there are the security lapses.

Apparently, strangers can drop ‘photo’ or ‘video-bombs’ with (sometimes) obscene images in non-encrypted Zoom sessions!

These are all reasons for the institutions to invest in a full licence for the service. This can be a big expense for universities (particularly smaller institutions in developing countries). Going ahead with it may mean taking resources away from other services. A smart solution would be to invest in your own in-house platform. Indeed, it looks like University of Warsaw has taken this road! Well done, Alma Mater!

Regardless of the platform which lecturers are using, there remains the question who owns the copyright on the teaching materials and the videos – the tutors or the university?

There is a fear that the many online-teaching materials which are now being produced will be recycled. Unis may use them over and over again with new groups of students. This would reduce required hours of traditional teaching and enable cuts to staff numbers. And what is to stop someone from recording a “locked” videoconference and disseminating it without permission? Once again, it boils down to trust.

Beyond just teaching

Teaching is not all broadband, hang-outs, zoom and skype (as the previous paragraphs would make you believe). The best technology is no substitute for a good teacher. I can hardly imagine what it’s like being a student nowadays. Locked-down in your dorm with Internet as your only connection to fellow inmates. Or back with parents in your hometown (hundreds of) miles from your institution, university fading into a distant illusion… Asking yourself how your education will figure in tomorrow’s job market? What is the point of studying as the coronavirus disrupts the world as we know it? Where do we come from and where we are going?

Tuning into these questions is as important nowadays as delivering the “core teaching”. In the UK tutors were advised to organise some social interaction, to ease the students’ stress. Some lecturers take up current issues related to the virus in class, so that students have an opportunity to voice their anxieties. I’ve heard many heartening accounts of academics who are going above and beyond their duty during the crisis. They work hard to deliver the best learning experience under the circumstances (not to mention IT support and counselling services!) But there is another important responsibility resting on academics.

In the era of post-truth, academics have the duty to support science-based approaches to the epidemic and oppose the spread of fake news & “populist science”.

This pressing task should be incorporated into the teaching of many subjects, be it “STEM” or “SSH” ones! 

The future learning experience

The fact that so much teaching has been shifted online in a matter of days raises the question: what is the point of moving to a different town/abroad to get a university education? There are of course things which cannot be done online. There’s labwork and certain research tasks in the library. What cannot be replaced is the camaraderie of a classroom, the functionality of a dedicated learning environment, the coziness of a nice library (mmmm) and the cultural advantage of exploring a foreign country with its academic culture.

But will that be enough to sustain the current model of higher education and to justify the need for ever-shinier university campuses? There is the question: when will it be safe to travel and how prospective students and parents will feel about this decision? Currently, students in England are paying full tuition fees (and many are covering rent too). There seems to be a growing sense of bitterns (“are we paying 9K a year to watch pre-recorded videos?”).

Attitudes are understandably different depending on how much a degree costs.

In England where the cost of a BA is almost prohibitive (9K a year and that’s for home students) students are more worried about getting “value for money”. Where Higher Education is free for students, like in Poland, there is much more of a ‘wait and see’ approach. Students’ anxieties are more about longer-term job prospects, the economy, domestic politics etc. Lecturers in the UK face a much harder task proving to their students that they are still getting “what they paid for”.

Alternatives to traditional uni?

Meanwhile, platforms like EDX which offer free (or cheapish, if you want certification) online learning have been booming. In view of the looming recession, some may turn to them as an alternative to a traditional academic degree. Those who still want to go for the “real deal”, might be tempted to choose an education closer to home (maybe opting for a branch of a foreign university in their own country, like Coventry Uni in Wrocław) or take a remote degree (like the ones offered by Open university).

Future recruitment numbers, the financial stability of universities, changing attitudes to travel, the rise of new less labour-intensive forms of online teaching all contribute to academics’ worries as to the future of their profession. 

The bigger picture

All of these issues are just part of the big picture. The coronavirus crisis with accompanying political developments have raised fears over the future of democracies and markets in general.

Whether we feel safe, how much money we have to spend, if/when boarders will open, what will the perceived importance of an education be – all this will shape the future of higher ed as much as existing technological resources.

Some (optimists) see the coronavirus crisis as an opportunity to change the way we think about our environment and to embrace a more balanced, responsible and sustainable lifestyle. In the context of higher ed, I would much welcome a change in the dominant thinking about the role of universities in society.

The crisis is an opportunity to look at the value of university as going beyond delivering courses and distributing degrees.

Academia is a community of common goals, a quest for knowledge and progress. My hope would be that this crisis will allow us to reject the model of higher education as a product that one simply buys, of academia as a huge money-making machine, and of academic staff as disposable commodities. I only wonder if there is a way to achieve this without “rebooting” the whole system?

The coming weeks, months (years?) will bring many more reflections on how the coronavirus has changed higher ed.

I’m just not sure if my line manager (baby Wera) will allocate the time for me to write another post on the topic!

Aknowledgments

The above observations are based on exchanges with my good friends from university (Warwick University & Warsaw Uni – note I only study at institutions that start with “WAR”, haha) who are now teaching languages and linguistics at academic level around the world. I’ve also picked up points from Twitter threads and media (like this BBC 4 programme). 

I want to thank my friends who shared their first-hand experiences with me. Thanks go to: Ana Salvi and Xristina Efthymiadou from universities in England, Samaneh Zandian from Scotland, Sixian Hah from Singapore, Zuleyha Unlu from Turkey, Michał Fedorowicz from Poland. 

Video: Studia doktoranckie w UK cz. 2

Kolejny film nakręcony w czasie epidemii.

Opowiadam o studiach doktoranckich w Wielkiej Brytanii, o zapleczu naukowym brytyjskich uczelni, pozycji doktoranta, procesie pisania doktoratu (w tym “panels”) i o obronie doktoratu.

A wiatr wieje i rozwiewa włosy. A wieś w tle szumi i ćwierka.

Rebranding tego bloga

Ta strona jest spadkobierczynią mojego poprzedniego bloga “Przekłam literacki”, który prowadziłam w latach 2012-2018. Pisałam na nim o przekładzie literackim, życiu tłumaczki i o kwestiach związanych z literaturą i językiem szerzej. Ponieważ z czasem przebranżowiłam się na obszar nauki i zarządzania nauką (choć wciąż często opisywany z perspektywy języka i komunikacji), nazwa i kształt poprzedniego bloga coraz mniej oddawały moje zainteresowania.

Pomysł na rebranding

Od dawna zabierałam się za “rebranding” i w początkach 2020 r. wreszcie zdecydowałam się! Trochę zmotywowała mnie też sytuacja z koronawirusem, choć niebezpośrednio, gdyż z perspektywy osoby na urlopie macierzyńskim właściwie niewiele się zmieniło jeśli chodzi o ilość wolnego czasu.

Poniżej kilka refleksji związanych z tym procesem.

Profil i nazwa

Zastanawiałam się czy zacząć kompletnie od nowa, czy też zachować część dawnych wpisów. Ze względu na to, że niektóre cieszyły się dużą popularnością (np. wpis o tym jak znaleźć temat pracy magisterskiej czyta dziennie średnio 80 osób), i wpisują się w tematykę uczelniano-naukową, postanowiłam je przenieść tutaj. Na “starym” blogu ustawiłam przekierowanie na niniejszą stronę.

Wahałam się też, czy pisać tylko o nauce, uczelniach i karierze naukowej, czy też dodawać także wpisy o języku, literaturze i czasem innych formach twórczości, jak do tej pory. Ponieważ to zainteresowanie towarzyszy mi od zawsze i czasem po prostu muszę podzielić się wrażeniami z lektury (a profil na portalu Lubimy Czytać nie zawsze mi wystarcza), uznałam, że wpisy o nauce zgromadzę w jednej zakładce, a ewentualne posty o innej tematyce będę dodawać do zakładek o języku i dyskursie, książce i filmie i szeroko rozumianej lifestylozie.

Z tych samych względów wahałam się z wyborem nazwy domeny. Podoba mi się brand “Zaplecze Naukowe”, ale nauczona doświadczeniem z “Przekłamem”, obawiałam się, że za kilka lat znów będę chciała dokonać zmiany. Zdecydowałam się więc na domenę zawierającą moje imię i nazwisko – przegapiłam niedawną okazję na zmianę tegoż, więc na razie chyba będę przy nim trwać. Zaplecze Naukowe zostaje jako “nazwa” bloga i głównej na nim zakładki.

Przeniesienie bloga

Stronę (a właściwie jej część – bo wiele wpisów skasowałam) przeniosłam z platformy wordpress.com na wordpress.org. Zrobiłam to sama, korzystając z tutoriali online i nie było to skomplikowane. Nauka obsługi wordpress.org trochę zajęła, głownie ze względu na mój upór i perfekcjonizm, ale to w gruncie rzeczy przydatny wysiłek, w wyniku którego nabywa się nowe umiejętności. Wybrałam hosting Atthost, zapłaciłam 142 zł za hosting + domenę .pl na 24 miesiące. Zapłaciłam też 52 zł za przekierowanie 301 z WordPress.com na WordPress.org. Skorzystałam z darmowego certyfikatu SSL Let’s encrypt i wtyczki Really Simple SSL.

Przeniosłam subskrybentów mojego poprzedniego bloga, informując ich o zmianie na jego łamach (do przeniesienia potrzebny był pakiet Jetpack). Zmieniłam nazwę strony na Facebooku (można ro zrobić tylko raz). Połączyłam stronę z moim kontem na Twitterze. Na Instagramie stworzyłam osobne konto na treści związane z blogiem. Założyłam też konto na Youtube – możliwe, że część wpisów będzie miała formę video, o ile ta forma okaże się bardziej praktyczna dla mnie i czytelników / widzów (czytelniczek/widzek).

Warstwa wizualna – szablon, zdjęcia

Wybrałam szablon Twenty Seventeen, czyli standardowy szablon WordPressa na rok 2017. Podobał mi się, że względu na design umożliwiający stworzenie przejrzystej strony głównej. Jako popularny szablon jest dopracowany i łatwo w razie potrzebny znaleźć pomoc (w tym gotowe kody CCS) na forach.

Miałam dostęp do Adobe Stock i mogłam ściągnąć trochę “standardowych” zdjęć, ale miałam konkretne wyobrażenie zdjęć, jakie chciałabym mieć na stronie i postanowiłam sięgnąć po sprzęt i umiejętności foto (jedne i drugie lekko zakurzone), żeby samej wykonać zdjęcia. Większość “featured images” na tej stronie to zdjęcia, które zrobiłam przy moim biurku, w trakcie jednego słonecznego poranka.

Zestawienie mojego poprzedniego bloga z obecnym

Jest wciąż kilka kwestii związanych z wyglądem bloga, z którymi nie mogę się uporać. To m.in. stworzenie wersji angielskojęzycznej, która zawierałaby tylko niektóre zakładki. Opublikowałam blog nie rozwiązawszy tej kwestii, w ramach walki z perfekcjonizmem, który w przeciwnym razie mógłby skutecznie wstrzymać premierę ad calendas graecas. Znalazłam osobę, która oferuje konsultacje w zakresie wordpressa online i zamierzam skorzystać z jej usług w celu ostatecznego “dopieszczenia” strony w wolnym czasie (calendas graecas?).

Video: Studia doktoranckie w UK cz. 1 – koszt i finansowanie

Studia doktoranckie w UK – ile kosztują i jak je sfinansować?


Na podstawie moich doświadczeń ze studiów doktoranckich na University of Warwick, opowiadam o kosztach studiów doktoranckich (tuition fees, koszty utrzymania). Mówię też o dwóch sposobach na sfinansowanie studiów doktoranckich i utrzymaniu się w ich trakcie. To pierwszy filmik z cyklu. Zapraszam!

Studia tłumaczeniowe? Trzy rzeczy, które musisz wiedzieć

A więc chcesz zostać tłumaczką/tłumaczem i zastanawiasz się nad wyborem studiów z zakresu przekładoznawstwa/tłumaczeń specjalistycznych. Z perspektywy absolwentki takiego kierunku i aktywnej (no… do niedawna) tłumaczki mogłabym na ten temat coś powiedzieć. Do napisania wpisu zainspirowały mnie jednak dwa wywiady z międzynarodowymi ekspertami w zakresie tłumaczenia, które przeprowadziłam w ramach badań do doktoratu. Poniżej dzielę się więc trzema wskazówkami, którymi moim zdaniem warto się kierować przy wyborze studiów z zakresu tłumaczenia.

Przy okazji dodam, że zanim wyjaśnimy owe trzy kwestie, warto najpierw zastanowić się, czy w ogóle powinniśmy się  wybrać na studia z zakresu tłumaczenia – pisałam o tej kwestii we wpisie Jak zostać tłumaczką literatury.

Continue reading “Studia tłumaczeniowe? Trzy rzeczy, które musisz wiedzieć”

Jak znaleźć temat pracy magisterskiej (lingwistyka, filologia itp.)

Na którejś z list dla tłumaczy młoda adeptka fachu poprosiła starszych kolegów o radę w doborze tematu pracy magisterskiej. Nie ominął jej zwyczajowy internetowy hejt (‘po co ci studia, skoro nic cię nie interesuje i nawet tematu nie umiesz wymyślić’).  Niechaj jej krzywda nie pójdzie na marne – pytanie zadane na forum natchnęło mnie do napisania tego wpisu.

5 głównych rad, dotyczących pisania pracy magisterskiej (wersja dla niecierpliwych):

1.Wybierz temat, który naprawdę Cię interesuje

2. Skup na bardzo wąskim obszarze badań

3. Wykorzystaj to, co już wiesz

4. Najważniejsza sprawa: pytanie badawcze

5. Korzystaj z programów usprawniających pracę nad tekstem

Wersja ‘festina lente’:

Nie podam tutaj gotowych tematów, ale spróbuję wyczarować coś na kształt planu poszukiwań, mapy i listy dobrych i złych taktyk (skąd wiem, że są dobre lub złe – patrz koniec tekstu).

Continue reading “Jak znaleźć temat pracy magisterskiej (lingwistyka, filologia itp.)”

Higiena pracy przy biurku (technika siebie)

Ach te zdjęcia hipsterskich miejsc pracy: szorstki drewniany blat, a na nim gładziuchny macbook, czarny moleskine i niekończące się cappuccino. Tak, właśnie tak… NIE wygląda miejsce pracy tłumacza.

Widywałam tłumaczy pracujących na kanapie, siedząc w kucki na poduszce przy niskim stoliku, przy barze w kawiarni, w hamaku… Tłumaczenie wymaga wszak kreatywności, której sprzyja zmiana otoczenia. A jednak nawet tłumacz(k)om najbardziej postmodernistycznych tekstów (a szczególnie ich udręczonym oczom, plecom i umysłom) mogą przynieść ulgę pewne techniki, wymyślone w buddyjskich zakonach, a dopracowanie w korporacyjnych nie-miejscach.

Poniżej kilka rad dla tłumaczy i innych biurkowych freelancerów.

Continue reading “Higiena pracy przy biurku (technika siebie)”